Następnego dnia obudził mnie
czyjś głos, nie był głośny, ale jakoś nie mogłam poznać kto do mnie mówi.
Otworzyłam oczy. Nadal siedziałam pod ścianą, czyli tam gdzie wczoraj zasnęłam.
Przede mną stała Jem. Dziwne co? Taka malutka. Ubrana była w różową sukieneczkę
do kolanek i różowe balerinki. Ślicznie wyglądała. Nie mogłam oderwać od niej
oczu.
-Lyyn?
-Tak, to ja…- przytuliłam ją i
pocałowałam w główkę.- Gdzie byłaś?
-Maad…
-Byłaś z Mad?
W odpowiedzi pokiwała główką i
mocniej się do mnie przytuliła. Wtedy poczułam jak bardzo za nią tęskniłam. W
ostatnim czasie to ona dawała mi siłę i nadzieję. Ma w sumie tylko mnie. Nie
wiem czy Kevin się liczy. Chyba jakoś się liczy, w końcu jest jej ojcem… Eee
tam, taki ojciec. Nawet nie dopilnował jej żeby nie uciekła z tamtej oszklonej
sali. Są jednak plusy, że Sam mnie znalazł. Wstałam i usiadłam z Jem na łóżku.
-Idziemy do Mad?
-Nie!
-Czemu?
-Nie…
-Ok., idziemy- uśmiechnęłam się
chytrze do małej.
-Nieee…
-Tak, tak, ciekawa jestem jak tu
przyszłaś.
Wyszłam z pokoju niosąc Jem na
rękach. Szłam tym samym korytarzem co trzy dni wcześniej. W połowie drogi do
oszklonej sali usłyszałam płacz małego dziecka. Doszłam do sali i uchyliłam
drzwi. To stamtąd dobiegał ten płacz. Postawiłam Jem na podłodze i podeszłam do
łóżeczka z którego dobiegał płacz. To był mały chłopczyk ubrany w białe body i
białą czapeczkę. Wyciągnęłam w jego stronę ręce. Od razu się uśmiechnął i
przestał płakać. Spróbowałam go wziąć na ręce. Był taki malutki i słodki. Cały
czas się do mnie uśmiechał a Jem stała przy moich nogach i patrzyła obrażona na
mnie.
-Zobacz jaki dzidziuś-
powiedziałam do niej i kucnęłam, żeby mogła zobaczyć chłopca.
-Dzidzia!
-Tak, dzidzia- uśmiechnęłam się
do niej i usiadłam na krześle obok łóżeczka.
Chłopiec robił się coraz bardziej
senny, tak samo jak Jem stojąca przy krześle. Po chwili Jem usiadła przy
krześle i zasnęła. Odłożyłam chłopca do łóżeczka i podniosłam dziewczynkę z
podłogi. Przytuliła się do mnie. To przypomniało mi o Aleksie. Miał dzisiaj
przyjść. Położyłam Jem do pierwszego stojącego przy mnie łóżeczka i wybiegłam z
sali. Tak się rozpędziłam, że znowu na kogoś wpadłam. To oczywiście był Aleks,
bo któż by inny.
-Przepraszam, zagapiłam się-
wyszeptałam patrząc w jego szare oczy.
-To ja znowu nie uważałem,
przepraszam- uśmiechnął się. – Wiesz, że właśnie do ciebie szedłem?
-Serio? Ja o tym zapomniałam… o
tym że miałeś przyjść, znaczy się… i dlatego tak pędziłam. –zaśmiałam się.
-Zjesz coś może?
-Emm, w sumie to śniadania nie
jadłam…
-To co? Zjemy razem śniadanie?
-Możemy…
Ruszyliśmy korytarzem, po chwili
znaleźliśmy się w pomieszczeniu którego jeszcze nie znałam. To chyba musiała
być ta ich stołówka. Wzdłuż ścian stały długie prostokątne stoły i przy nich
krzesełka. Ciekawe co oni tu podają.
Aleks podszedł do okienka przy
drzwiach i wziął dwie tacki z czymś owiniętym w folię aluminiową. Kiedy
usiedliśmy przy stole zajrzałam pod osłonkę. Był to naleśnik z czymś zielonym w
środku. Pewnie jakaś sałata. Zaśmiałam się pod nosem. Dawno nie jadłam sałaty,
zwłaszcza w naleśniku. Wydobyłam posiłek spod folii i ugryzłam kawałek. Okazało
się nawet smaczne. Aleks też już zabrał się za swoje śniadanie więc nie
wiedziałam czy wypada teraz coś mówić. Siedziałam w ciszy i co raz zagryzałam
naleśnika czekając na rozwój sytuacji. Aleks po chili się odezwał
-Chcesz coś do picia? Kawa?
Herbata?
-Herbata jest Ok… tak poproszę
herbatę. –uśmiechnęłam się.
Aleks wstał i ponownie podszedł
do okienka. Po chwili wrócił z tacą z dwoma kubkami. Jeden podał mi a drugi
postawił przed sobą. Kiedy zjedliśmy zapytałam
-Wiesz co z Mad?
-Wiesz, raczej nie za dobrze…
-Czyli?
-Urodziła chłopca…
-A ona?
-Ona… ona nie żyje… trochę trudno
o tym mówić, opiekowała się mną kiedy moi rodzice byli w pracy…
Nie odzywałam się. Jednak coś
poszło nie tak i Mad nie żyje. Nie mogłam uwierzyć. Pozbawiłam drugie dziecko
matkę. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
-A co z jej dzieckiem?
-Leży w sali dziecięcej…
-Mogę je zobaczyć?
-Jeśli chcesz…
Wstaliśmy od stołu i odnieśliśmy
tace do okienka. Wróciliśmy się tą samą droga którą wcześniej szliśmy. Kilka
minut później byliśmy już w sali dziecięcej. Wolałam to miejsce nazywać
oszkloną salą. Ładniej to brzmiało. Aleks podszedł do łóżeczka w którym leżał
chłopiec, którego wcześniej uśpiłam. Nadal spał.
-To on.
Zaparło mi dech w piersi.
Trzymałam dziecko nie żyjącej już dziewczyny. Nie wiedząc o tym.
-Chodźmy stąd, nie dobrze mi…
Wyszłam z sali nie patrząc czy
Aleks za mną idzie. Nie szedł. Został tam. Wpadłam do pokoju i zatrzasnęłam za
sobą drzwi. W pokoju ponownie zastałam Sama siedzącego na moim łóżku. Nic nie
mówił. Patrzył w drzwi jakby ktoś miał zaraz wejść. Niestety nikt nie wszedł a
ja zostałam z nim sama.
-Nie chciałam, Sam…
-Trochę za późno! –wstał z łóżka
i zaczął chodzić po pokoju.
-Krzyk nic już nie da… masz syna…
-wyszeptałam.
-I co z tego? Mad nie żyje!
Rozumiesz to? –zbliżył się do mnie.
-Rozumiem, ale ciesz się tym co
masz…
-A powiedz mi co mam…
-Syna… mnie… Jem… nie jesteś sam…
-Tak, ale nie dasz mi tego co
Mad…
-I nie chcę. Kto w ogóle
powiedział, że ja będę chciała ją zastąpić?
-Ja.
-To się sorry, ale myliłeś!
-Niedługo musimy znowu stąd
wyruszyć, ktoś będzie musiał się zająć moim synem. Nie zostawię go tutaj!
–prawie płakał, nigdy nie widziałam go w takim stanie.
-Spokojnie… -wyszeptałam i
przytuliłam go. Myślałam że mnie odrzuci, ale tak nie było. Odwzajemnił mój
uścisk. –kiedy to coś opuścimy?
-Za dwa lub trzy dni…
-A powiesz mi jeszcze kto z nami
idzie?
-Jem… no i Julian…
-A Julian to kto?
Odsunął się ode mnie.
-Julian to mój syn…
-Doobraa… a co w takim razie z
Kevinem?
-Kevin już sobie znalazł sobie
dziewczynę, i dlatego tutaj zostaje.
-Szok, już o niej zapomniał…
-O kim?
-O Tinie…
-Nom, na to wygląda.
-Pójdziesz już? Chciałabym się
trochę przespać…
-Oczywiście, już idę…
Wyszedł i cicho zamknął za sobą
drzwi.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey :) Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale w zamian za to dodałam trochę dłuższy rozdział. Mam nadzieję, że Wam się podobał i będziecie chceli dalej to czytać, mimo tego, że rzadko coś dodaję.
Dzięki za to, że jesteście <3