sobota, 26 stycznia 2013

Rozdział dwunasty


Ponownie otworzyłam oczy, miałam nadzieję że już nie śnię. Wyszłam na korytarz i skierowałam się do pokoju Sama. Sam jeszcze spał, więc położyłam się obok niego i postanowiłam zaczekać aż wstanie. Po jakimś czasie zaczął się budzić.
-Mmmmmad?
Uznałam że coś mu się przyśniło, więc przytuliłam się do niego. Otworzył oczy i nagle ode mnie odskoczył.
-Co, co ty tu robisz?- spytał.
-Czekałam aż wstaniesz.
-Po co?
-Kłóciliście się dzisiaj w nocy?
-Kto?
-Ty i Kevin- odparłam bez zająknięcia.
Usiadł na krześle w kącie, nie patrzył mi już w oczy. Bardzo mnie to zmartwiło.
-Nie.
-Ok., masz mi coś jeszcze do powiedzenia?
Brak odpowiedzi. Skierowałam się w stronę drzwi, gdy powiedział:
-Nie możesz dalej iść z nami.
Przystanęłam.
-Czemu?
-Mam dziewczynę…- zająknął się-… która jest ze mną w ciąży…
Odwróciłam się.
-Żartujesz, prawda?
-Nie, nie żartuję i proszę wyjdź z tego pokoju.
-Nie ma sprawy.
Wybiegłam z pokoju i wpadłam na Kevina wychodzącego z pokoju, w którym spałam razem z Jem. Jak go zobaczyłam, łzy zaczęły mi spływać po policzkach.
-Czyli już ci powiedział?- zapytał.
Pokiwałam głową.
-Wszystko się ułoży, odprowadzimy cię do jakiejś wioski zostaniesz tam z Jem. Zapomnisz o nim- zerknął w stronę pokoju Sama.
-Naprawdę?
-Tak.
Był niebezpiecznie blisko. Przez chwilę myślałam że pójdzie do Sama. Jednak się myliłam. Kevin przysunął się do mnie jeszcze bardziej i mnie pocałował. Cudownie pachniał. Lasem i ziemią. Byłam w szoku. Po chwili odsuną się i wyszeptał:
-Przepraszam, przepraszam… Nie powinienem byłe tego robić –i uciekł po schodach.
W ciągłym szoku wróciłam do pokoju i usiadłam opierając się o łóżko. Sam mnie oszukał. Zrobił mi nadzieję że ze mną będzie. Myślał że nic mi nie będzie jak się mną zabawi. Mylił się. Nawet nie wiedział jak mnie zranił. A Kevin? Dlaczego mnie pocałował? Usłyszałam że Jem się budzi, więc usiadłam na łóżku. Patrzyła się na mnie swoimi zielonymi oczkami. Takimi jak ma Kevin. Mruczała coś, ale nie dałam rady tego zrozumieć.
-Co malutka?- uśmiechnęłam się do niej.-Powiesz coś? Powiedz, Lyn.
Wymruczała coś ale nie przypominało to mojego imienia. Spróbowałam jeszcze raz.
-Spróbuj, to łatwe. Lyn.
-Ly…- wymruczała.
-Ślicznie, szkoda że Tina tego nie może usłyszeć…- porwałam małą w ramiona i zaczęłam się z nią kręcić po pokoju. Zaczęło mi się kręcić w głowie, jej z pewnością też. Otworzyłam drzwi i zeszłam na dół, żeby odnaleźć Kevina.
-Kevin!-zawołałam, ale bez skutku. Nie było go tu. Usiadłam w kuchni i nakarmiłam Jem, ugotowanym wcześniej ryżem. Wtedy właśnie Sam wbiegł do kuchni. Widać było że jest wkurzony. 
-Gdzie jest Kevin?- spytał.
-Szukałam go, ale nie… - nie dokończyłam.
-Jak go zobaczysz, to powiedz, że wracam do Mad- ruszył do drzwi, ale podbiegłam i go zatrzymałam. Dlaczego ja to zrobiłam?- pomyślałam.
Zatrzymał się.
-Czyli Mad, to ta twoja dziewczyna?
-Jeśli chcesz wiedzieć, to tak!- otworzył drzwi i wyszedł.
-To cudownie, przekaż jej pozdrowienia- wykrzyknęłam za nim. – i powiedz jej jeszcze, że życzę jej dużo zdrowia, i żebyś ją zranił tak jak zraniłeś mnie!
Przybiegł Kevin i stanął naprzeciw Sama.
-Gdzie się wybierasz?
-Wracam do Madison- poszedł. Oby już nie wrócił.
Wróciłam do Jem. Dziewczynka siedziała i patrzyła się na drzwi. Kevin je zamknął i usiadł obok mnie.
-Smutno ci?
-Nie.
-Bardzo?
-Tak…- odparłam ze łzami w oczach.
Przysunął się do mnie i wyszeptał:
-Wiem, że to za wcześnie… obydwoje straciliśmy tych których kochaliśmy… ale, może… no bo wiesz, Jem…
-Popilnujesz jej przez chwilkę?
Przysunął się jeszcze bliżej, tak że czułam jego oddech na szyi.
-Oczywiście. Gdzie idziesz?
-Chciałabym się przejść- wstałam i zarzuciłam sobie na ramiona sweter który zostawił na wieszaku Sam. Wyszłam z kuchni i już miałam otworzyć drzwi, gdy usłyszałam za sobą głos Kevina:
-Wracaj szybko…
Nie odpowiedziałam, tylko zeszłam z drzewa i ruszyłam w stronę… sama nie wiem czego.


-------------------------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za wszystkie komentarze, bardzo mi pomaga Wasza opinia o tym co piszę. Dlatego proszę, jeśli przeczytaliście mój kolejny wpis, zostawcie po sobie komentarz :) http://www.facebook.com/ChlopcyDupeczkiIGrzyweczki - likniecie ? 




poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział jedenasty


Sen Lyn

Otworzyłam oczy, lecz czułam jakbym nadal spała. Nie czując że idę poszłam do pokoju w którym spał Kevin. Już w progu słyszałam krzyki. To chyba Sam kłócił się z Kevinem. Tylko o co? Cicho uchyliłam drzwi.
-…i myślisz, że ci się to uda?- to chyba Sam.
-Jak najbardziej. Chyba nie zamierzasz jej oszukiwać do momentu kiedy dojdziemy do Domu?
-A jak mam jej to powiedzieć?
-Nie wiem, może po prostu powiedz jej prawdę?
O co im chodzi? Sam mi o czymś nie powiedział? Wiedziałam że nie wiem o nim wszystkiego, ale chyba coś powinnam? Nie zważając na nic, weszłam do pokoju. Dziwne. Nie zauważyli mnie, tylko rozmawiali dalej.
-Powiedz jej, że nie możesz z nią być i zaprowadzimy ją do najbliższej wioski razem z Jem i tam zostanie- zaproponował Kevin.
-Tak? Myślisz, że to takie łatwe? Sam jej to powiedz jak jesteś taki mądry!
Sam zaczął wycofywać się z pokoju. Na jego twarzy malowały się bezradność i smutek. To coś o czym mi nie powiedział musiało co tak zmartwić.
-Nie mogę jej tego powiedzieć- zaprzeczył Kevin.
-Ok., powiem jej…-odpowiedział Sam- …jutro.
Wyszedł z pokoju więc ruszyłam za nim. Sam wszedł do swojego pokoju i zamkną drzwi. Kevin chyba postanowił coś ugotować, bo krzątał się teraz głośno po kuchni. Wróciłam  do pokoju i położyłam się na łóżku. To sen? Lunatykuję? Jeśli lunatykuję to jak wytłumaczyć to, że nie zauważyli jak weszłam do pokoju? Może wszystko sobie wymyśliłam? Z taką myślą wtuliłam się w poduszkę i zasnęłam. 

środa, 16 stycznia 2013

Rozdział dziesiąty


Obudził mnie płacz. Zauważyłam Sama trzymającego Jem na rękach, więc spytałam:
-Co się stało?
-Zaczęła płakać, postanowiłem ją uspokoić, ale gdy zauważyła że trzymam ją ja, rozpłakała się jeszcze bardziej…
-Chodź maluszku…- wyszeptałam do niej czule i zabrałam ją od Sama. Położyłam Jem na swoim brzuchu. Przytuliła się i zasnęła.
-Widzisz- powiedział  i przysuną się do mnie- wiedziałem, że ci się uda- i pocałował mnie delikatnie.
Nie wiem kiedy zmorzył mnie sen, ale wiem że się nie wyspałam.
Powoli spróbowałam otworzyć oczy, poczułam ciężar na brzuchu. Po chwili przypomniałam sobie że to Jem. Przełożyłam ją na materac i ruszyłam szukać czegoś, czym mogłabym ją nakarmić. Znalazłam ryż i mleko w proszku. Było tego sporo, więc przed wyruszeniem w dalszą drogę spakowałam kilka opakowań do plecaka.
Szliśmy już od kilu godzin. Cieszyłam się że Jem śpi a nawet jak się budzi, jest grzeczna. Polubiłam ją. Jej małe rączki i oczka.
-Za chwilę dojdziemy- powiedział Sam.
-I tym razem to nie jest typowy schron- zauważył Kevin. Zdziwiłam się.
-Naprawdę?
-Serio- przytulił mnie i zabrał Jem ode mnie.
-Dobrze, że ją wziąłeś- szłam dalej przez wysoki śnieg.- Robi się ciężka.
Ściemniało się. Nigdzie nie było widać schronu. Trochę mnie to wkurzyło. Gdy byłam już całkiem zrezygnowana, Kevin raczył oznajmić mi dobrą wiadomość.
-Spójrz w górę- powiedział i wspiął się na drzewo.
Podążyłam za nim wzrokiem. To drzewo to chyba dąb. Było bardzo wysokie i masywne. Kevin odsłonił kilka gałęzi i moim oczom ukazał się domek na drzewie. Szok. Pierwszy raz widzę domek na drzewie. Był prześliczny. Miał dwa okienka pomalowane na szaro, ale drzwi jeszcze nie zauważyłam. Chyba są z tyłu. Sam podał dziewczynkę Kevinowi i zawołał do mnie:
-Chodź, pomogę ci wejść.
Podeszłam a Sam podniósł mnie i podał Kevinowi. Nie wiem gdzie podziała się Jem. Kevin postawił mnie na podeście a sam wszedł do chatki. Usiadłam na ławeczce przy oknie. Ładnie tu. Gdzie się nie rozejrzeć, wszędzie biało. Wszystko pokrywa śnieg. Ciekawe jak jest tu latem.
-Zmęczona?- zapytał Sam siadając obok mnie.
-Bardzo…
Usłyszałam płacz Jem, więc popędziłam ośrodka. Tak jak myślałam, drzwi były z tyłu. Były drobne, pokryte różnymi ozdobieniami. Weszłam do środka. Moim oczom ukazała się kuchnia, całkiem duża jak na domek na drzewie, salon oraz coś na kształt jadalni. Jem leżała na fotelu. Kevin widocznie zostawił ją tutaj.
-Chodź malutka- wyszeptałam podchodząc do niej.- Głodna jesteś?
Wzięłam ją na ręce i ruszyłam do kuchni. Posadziłam ją na bujanym fotelu przy stole. Z plecaka wyjęłam opakowanie mleka w proszku i rozrobiłam je w ciepłej wodzie. Tu jest woda? Na drzewie? Posadziłam sobie Jem na kolanach.
-Ciekawe gdzie jest Kevin?
Nakarmiłam ją i weszłam na górę po schodach. Pierwsze drzwi po lewej stronie wyglądały zachęcająco, więc weszłam do tego pokoju. Położyłam Jem na łóżku, otaczając ja murkiem z poduszek, żeby nie spadła. Postanowiłam poszukać Kevina. Wróciłam na korytarz. Zajrzałam do wszystkich pokoików. Wyglądały praktycznie tak samo, drewniane łóżko z materacem i mała szafka. Już miałam wejść do ostatniego pokoju, ale usłyszałam walenie. Jakby ktoś zbijał deski. Wróciłam do pokoju w którym spała Jem. Kiedy upewniłam się, że śpi spokojnie, położyłam się obok niej i zasnęłam. 

czwartek, 10 stycznia 2013

Rozdział dziewiąty


-Zii… mno…- szczękałam zębami.
-Śpij…- wyszeptał mi do ucha- nie marudź…
-Nie, Sam. Trzeba wstawać.
-Jeszcze moment…
Wstałam i poprawiłam sobie włosy, wyciągając z nich kawałki słomy i siana.
-Masz w plecaku jeszcze jakiś sweter?- zapytałam.
-Chyba tak…
Podeszłam do plecaka i zaczęłam szukać, znalazłam sweter i plastikową reklamówkę. Założyłam sweter w szaro czerwone paski i postanowiłam rozejrzeć się po szopie. Większość miejsca zajmowało siano i ziarno dla zwierząt. W rogu zauważyłam małą białą szafkę, podeszłam i otworzyłam ją. W środku znalazłam całą masę bandaży, leków przeciwbólowych, wody utlenionej oraz opasek uciskowych. Czyli mniej więcej wszystko potrzebne do opatrzenia rany. Wróciłam po reklamówkę, którą wcześniej znalazłam. Włożyłam wszystko do niej, kiedy na ziemię wypadła malutka czarna latarka i równie mała paczka baterii. Byłam szczęśliwa. Podeszłam do Sama i pokazałam mu to co znalazłam. Zobaczył to i natychmiast kazał mi się zbierać.
-Zbieraj się Lyn- pospieszał mnie.
-A kto tu nie chciał wstawać?
Podszedł i pocałował mnie w czoło.
-Oczywiście że ty- odpowiedział ze śmiechem.
Odsunęłam się nieco.
-Ok., możemy już iść- odpowiedziałam z zupełną obojętnością.
Wzięłam plecak i pomogłam go założyć Samowi na plecy, wcześniej chowając do niego reklamówkę z bandażami i słoik ze świeczka. Wyszliśmy ze stodoły. Przywitał nas okropny mróz.
-Idziemy do następnego schronu?
-Tak, i jeśli się pójdziemy szybciej, jest możliwość, że dotrzemy dalej niż zamierzaliśmy.
-To cudownie, wiesz może gdzie mogą być Kevin i Tina?- zapytałam brnąc po kolana w śniegu, który musiał spaść dzisiaj w nocy.
-Pewnie idą do schronu, możemy na nich tam zaczekać…
Przez większość drogi szliśmy w głuchej ciszy. Las wydawał się uśpiony. Nad drzewami powoli wschodziło słońce. Jednak wszystko zmącił hałas dobiegający zza wysokich krzaków. Brzmiało to trochę jak motor, trochę jak samochód. Momentalnie położyliśmy się na śniegu nasłuchując odgłosów. Do warkotu dołączył teraz odgłos kroków. Ten ktoś musiał iść bardzo szybko, bo momentalnie stanął przy nas i krzyknął:
-Wstawać!
Powoli wstaliśmy. Sam schował mnie za sobą.
-Ręce do góry! Nie ruszać się!- krzyczał i mierzył do nas z pistoletu.
-Nie odzywaj się- szepną mi Sam i podniósł ręce do góry.
W odpowiedzi lekko pokiwałam głową.
-A teraz powiedzcie mi dzieci, co wy tutaj robicie?
-Wyszliśmy na spacer, właśnie wracamy do domu- odpowiedział powoli Sam.
-Aha, i bez kurtek? Z wielkim plecakiem na plecach? Coś mi się wydaje że kręcicie.
-Serio, to tylko spacer- upewniał go Sam.
-Serio? A ci ludzie za wami to kto? Wasi rodzice? Też z wielkim plecakiem?- wskazał na las.
-To kolega ze swoją dziewczyną- Sam dalej wciskał mu kit.
-Coś mi się nie wydaje- wyszeptał i strzelił na oślep w kierunku lasu. W tym samym momencie usłyszeliśmy zduszony jęk.
-Jeśli któreś z was się poruszy- zagroził i wskazał na odbezpieczony pistolet.
Jak można by tak okrutnym?
-Ja go zatrzymam, a ty w tym czasie biegnij jak najszybciej w stronę lasu- wyszeptał cicho Sam.
-Ok.- odszepnęłam.
-To jak?- niecierpliwił się facet. - Powiecie mi co robicie w lesie?
-Byliśmy na spacerze, dosyć długim, więc wzięliśmy kanapki i picie jakbyśmy zgłodnieli.
-Teraz?
-Teraz.
Pędem ruszyłam w stronę drzew. Sam biegł osłaniając mnie przed kulami. W oddali zauważyłam Kevina, ale nigdzie nie było Tiny. Gdzie jest Tina? Ją postrzelił? A co z Jem? W mojej głowie kołatało się wiele różnych myśli. W którą stronę uciekać? Popatrzyłam na Sama, który trochę zwolnił, widocznie nas nie gonią… Kevin szedł za nami niosąc Jem, Tiny nadal nigdzie nie było.
-Co z Tiną?
-Nie żyje. Ten strzał ją zabił- odpowiedział mi sucho Sam.
-Weź Jem od Kevina i idź przodem, muszę z nim porozmawiać.
Podeszłam do Kevina i wzięłam od niego małą, która słodko spała nie zważając na nic. Oddaliłam się trochę od chłopaków, cichutko pochlipując. Nawet dobrze się nie poznałyśmy, a już nie żyje. Ten świat jest niesprawiedliwy. I co będzie z Jem. Chyba Tina nadal karmiła ja własnym mlekiem. Co teraz będzie jadła? Sam z Kevinem podeszli do mnie.
-Musisz zastąpić Jem matkę- powiedział Kevin.
-Ale ja sobie nie poradzę…
-Musisz się nią zaopiekować, nie ma tu na razie innej kobiety.
-Lyn, wiem że to trudne, ale musimy spróbować…- wyszeptał Sam.
-Naprawdę? Mam się nią opiekować i jeszcze uciekać przed tymi walniętymi ludźmi? Niestety na to się nie zgodzę. Mogę się zaopiekować Jem, ale musicie znaleźć miejsce w którym spędzimy przynajmniej tydzień. Muszę odpocząć.
-Zrobimy co w naszej mocy, ale teraz musimy iść do schronu, zaraz zapadnie noc a my nie mamy gdzie spać- odpowiedział Kevin.
Po jakimś czasie Jem się obudziła i śmiała się gaworząc po swojemu. Jak mam się zaopiekować małym dzieckiem, jeśli nigdy żadnego nie widziałam z bliska? Mam dopiero piętnaście lat, a już wymaga się ode mnie niemożliwego. Najchętniej poszłabym spać i zapomniała o całym świecie, ale to niemożliwe. Oni na mnie liczą. Muszę dać sobie radę.
Po dotarciu do schronu, nakarmiłam Jem namoczonym suszonym jabłkiem i ułożyłam ją pomiędzy mną a Samem na materacu. Po jakimś czasie zasnęła, wtulając się we mnie. W ogóle nie odczuwała braku matki.
-Myślisz że dam sobie radę?- zapytałam szeptem Sama.
-Na pewno, jesteś cudowna, wiem że dasz sobie radę…
Po tych cudownych słowach wsparcia, uśmiechnęłam się i zasnęłam śniąc o krainie, w której wszyscy się kochają, nikt ze sobą nie walczy, wszystko jest cudowne... ...jak marzenia małych dzieci…

piątek, 4 stycznia 2013

Rozdział ósmy


Obudziło mnie przeraźliwe zimno. Sama nie było obok. Postanowiłam go poszukać, więc wstałam i poszłam korytarzem w stronę kuchni. Zauważył mnie i podbiegł żeby się przywitać.
-Wstałaś…
-Mhmmm…- wymruczałam w jego koszulkę, która pachniała drzewami i wiatrem.
-Wyspałaś się?
-Tak…
-Chodź, zjesz coś i wyruszymy.
Usiedliśmy przy malutkim polowym stoliku. Musiałam być głodna, bo zjadłam cztery kanapki z serem żółtym i popiłam herbatą. Po kilku minutach do pokoju weszła zapłakana Tina. Od razu podbiegłam do niej i zapytałam:
-Co się stało?
-Jem jest gorąca i ma czerwone policzki…
-Weź ręcznik i zamocz go w zimnej wodzie- powiedział Sam i wyszedł z kuchni. Poszłam za nim. Skierował się w stronę pokoju Kevina i Tiny. Podszedł do materaca na którym leżała Jem. Przybiegła Tina z ręcznikiem i miską zimnej wody.
-Daj- powiedział Sam i wziął ręcznik od Tiny. Po czym położył go na czole Jem.- Musimy zostać póki się jej nie polepszy…
-Może pójdźcie pierwsi, a my ruszymy jak będzie lepiej.-podpowiedział Kevin.
-Nie powinniśmy się rozłączać, ale chyba tak będzie lepiej…- zamyślił się- chodź Lyn…- wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
-Naprawdę ich zostawiamy?
-Musimy iść…- szepną i pocałował mnie. Poczułam że odlatuję, ale Sam sprowadził mnie na ziemię i pociągną w głąb korytarza.
Zebraliśmy swoje rzeczy do plecaka i wyszliśmy na zewnątrz. Było strasznie zimno i przytuliłam się mocniej do Sama, odwrócił się  i pocałował mnie.
-Pamiętasz co ci wczoraj mówiłem?- zapytał.
-To, że mam się trzymać blisko ciebie?
-Tak- musną delikatnie moje usta swoimi.- i pamiętaj o tym…
Szliśmy przez gęsty las,  mróz nie ustępował. Zaczęło się ściemniać i Sam powiedział:
-Musimy szybko dotrzeć do schronu…
-Na..na.. napra.. naprawdę szybko… bo za… mar… zam…- powiedziałam szczękając zębami.
-To już nie daleko, jeszcze pół godziny i powinniśmy dojść- powiedział.
-Suuperrr…
Zaśmiał się i tak jak powiedział, po chwili zauważyliśmy drzwiczki w ziemi. Wyglądały jak drzwiczki do piwnicy, tyle że te były mniejsze.
-Jesteśmy…
-Ekstraaaaa….
Weszliśmy do środka, poczułam stęchły zapach i zasłoniłam nos ręką. W sumie lepsze to niż siedzenie na dworze.
-Zjesz coś?
-Straciłam apetyt…
-Przez ten zapach?
-W większości tak, położyłabym się już…
-Ok., nie ma sprawy.- powiedział i pociągnął mnie w stronę drzwi. Było strasznie ciemno a my nie mieliśmy latarki.
-Masz zapałki?- wyszeptałam.
-Mam coś lepszego…
-Naprawdę? Więc co to takiego?
-Świeczki…
-Cudownie…
Zapalił jedną świeczkę i ruszyliśmy dalej korytarzem. Sam otworzył pierwsze drzwi i weszliśmy do pokoju. Wydawało mi się że tutaj śmierdzi jeszcze bardziej. Poświecił i podszedł do materaca. Coś na nim leżało, więc odsunął koc i zobaczył ciało, w większości zjedzone przez robaki.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- pisnęłam ze strachu i schowałam się za Sama, który odłożył koc. Szybko wyszliśmy z pokoju i mocno zamknęliśmy za sobą drzwi. Wróciliśmy do głównego pomieszczenia. – O mój Boże! Co to miało być?
-Hmmm…- widać było po nim, że też był przestraszony.- Widocznie dawno nikt tu nie wchodził…
-To co robimy? Nie zamierzam spać w tym smrodzie!
-Dobrze, załóż jeszcze  jeden sweter. Pójdziemy poszukać następnego schronu, i tam zostaniemy…
-To cudownie…- powiedziałam i szybko założyłam sweter. Po wyjściu ze schronu poczułam się lepiej, ten zapach był okropny. Weszliśmy w ciemny las, Sam zapalił świeczkę i wstawił ja do słoika który wzięliśmy ze schronu w którym pozostali Kevin z Tiną i Jem. Szliśmy w milczeniu, przez większość drogi oglądałam się za siebie, czy nikt nas nie obserwuje. Z całą pewnością dzisiaj łatwo nie zasnę.
Po kilku godzinach marszu, dotarliśmy do dużej polany, na której stała mała szopka na siano.
-A może zostańmy na noc tutaj- zapytałam i wskazałam ręką szopkę.
-Raczej nie powinniśmy…
-No to możesz iść dalej, ja zostaję tutaj. Nie mam siły dalej iść…- i zaczęłam kierować się w stronę szopki, jeśli dałam sobie radę przez trzy lata, to teraz też nie umrę.
-Zaczekaj!- krzykną i ruszył za mną.
-Możesz zostać ze mną…
Nie odpowiedział, ale poszedł za mną. Weszliśmy do szopki, pod ścianą zauważyłam snopki siana. Postanowiłam zrobić sobie z nich ‘’łóżko’’.
-Pomogę ci…
-Nie trzeba- syknęłam- sama sobie poradzę.
Jednak nie słuchał moich protestów i zabrał mi z rąk klocek siana.
-Nie ma sprawy, wezmę drugi- i sięgnęłam po następny.
-Nie ma mowy.
-Owszem, jest.
-Ok., śpisz dzisiaj sama.
-Właśnie chciałam cię o to poprosić, więc sorry, płakać nie będę.
Kiedy skończyłam układać siano, Sam podszedł do mnie i powiedział:
-Przepraszam…
-Nie dzięki, muszę to przemyśleć-odpowiedziałam i położyłam się na sino. Było dosyć twarde, ale udało mi się ułożyć w miarę wygodnie.
-Proszę, wybacz mi…- spróbował mnie przytulić ale go odepchnęłam.- Oho, ale foch…
-Dobranoc.
-Ok., dobranoc.
Tak jak przewidziałam, nie mogłam zasnąć. Sam ustawił słoik ze świeczką, pośrodku nas. Światło odbijało się w szklanych ściankach słoika. Wyglądało to pięknie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Miałam straszny sen. Ktoś zamkną mnie w schronie razem z martwym ciałem. Krzyczałam, żeby mnie wypuścili, ale nikogo nie było przy wejściu. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć na cały głos. W oddali usłyszałam czyjś głos. Był coraz bliżej. Kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam świeczkę w słoiku, ale głos nie znikł. Ktoś do mnie podszedł. Po chwili zauważyłam znajome rysy. To był Sam. Kucną i przytulił mnie.
-Już dobrze…
-Nie jest dobrze…
-Czemu?
Nie odpowiedziałam tylko mocno go przytuliłam. Położył się obok i spaliśmy tak do rana.

czwartek, 3 stycznia 2013

Rozdział siódmy


Obudziłam się w ramionach Sama. Uśmiechną się i powiedział:
-Słodko wyglądasz…- i pocałował mnie w czoło.
-Na pewno…- odparłam ze śmiechem.- Która godzina?
-Chyba szósta coś… - zamyślił się i spojrzał na zegarek- tak szósta trzydzieści dwie.
-Wstajemy?- zapytałam i nagle usłyszeliśmy płacz Jem.
-Raczej…
Wstałam i założyłam koszulkę, którą dostałam od Sama. Była trochę za duża, a moje nie nadawała sie już do chodzenia. Postanowiłam pójść do pierwszego pokoju i sprawdzić co na śniadanie. Zauważyłam Sama stojącego przy szafce i podeszłam do niego.
-Lyn?
-Tak?
-A, nie, nic- zamyślił się- zimno tu, idź weź sweter- odwrócił się i pocałował mnie.- Widzisz tą szafkę w rogu?- wskazał na jakiś kształt.
-Mhmm?
-W tej szafce powinny być swetry, wybierz sobie jakiś.- W tej chwili do pokoju weszła Tina z Jem na rękach.
-Wyspani?- zapytała z uśmiechem.
-Tak- odpowiedzieliśmy razem i zaśmialiśmy się.
Wzięłam sweter z szafki i usiadłam obok Sama szykującego śniadanie.
-Idziemy teraz i jemy śniadanie po drodze czy zjemy tutaj?- zapytał Kevin, który nagle wszedł do pomieszczenia i usiadł obok Tiny, przytulając ją. Po chwili zamyślenia powiedziałam:
-Chyba lepiej by było iść i jeść, szybciej dostalibyśmy się do… tego miejsca w które idziemy, tak?
Sam podszedł i pocałował mnie.
-Jeśli tak mówisz, to zapakuje kanapki i zjemy je po drodze- powiedział i wrócił do kanapek.
Kiedy skończył, wyruszyliśmy z chatki. Było dosyć jasno, więc widzieliśmy prawie wszystko. Sam podszedł do mnie i wziął mnie za rękę.
-Trzymaj się mnie-pocałował mnie w czoło- bo się zgubisz…
-Spróbuję…
-Obiecaj, że będziesz trzymać się blisko mnie przez całą drogę do plaży- powiedział.
-Plaży, powiadasz?
-Ojoj, no tak.. hmm… plaży… bo niedaleko od plaży..jest nasz schron… pójdziemy na plażę… jeśli zechcesz…
-Pewnie że chcę- przytuliłam się do niego- byłam kiedyś nad morzem, jak miałam pięć lat…
-Pamiętasz gdzie byliście?
-Miałam pięć lat, więc raczej niewiele pamiętam…
-No tak, głupie pytanie…
Szliśmy dalej. Nagle nad naszymi głowami rozległ się straszny hałas.
-To samoloty!- krzykną Kevin.- Schowajcie się w krzaki!
Sam pociągnął mnie w stronę krzaków i położył się na ziemię, nakazując mi to samo. Poszłam więc w jego ślady.
-Co ci wcześniej mówiłem?
-Żebym się ciebie trzymała…- wyszeptałam ze strachem.
-Na razie ci się to udaje…- odszepną i przysuną się bliżej mnie.
-To chyba dobrze…
-Bardzo dobrze…- i delikatnie mnie pocałował.
Samoloty krążyły jeszcze z 10 minut, aż odleciały. Sam pomógł mi wstać i pocałował mnie jeszcze raz.
-Trzymaj się tego co ci powiedziałem…
-Dobrze…
Szliśmy aż do wieczora. Stanęliśmy na małej, leśnej polanie i Sam z Kevinem poszli znaleźć mały schron, który powinien tutaj być.
-Sam dobrze się tobą opiekuje?- zapytała Tina kiedy byłyśmy same.
-Dobrze, Jem śpi?- zapytałam spoglądając na nią.
-Tak- wyszeptała- ślicznie wygląda.
-Temu nie da się zaprzeczyć…
Po kilku minutach wrócił Sam i powiedział że schron jest nie daleko, po czym wziął śpiącą Jem od Tiny.
-Chodźcie, bo jeszcze mi tu zamarzniecie…
-Oby nie- odparłam ze śmiechem i poszłyśmy za Samem.
Schron znajdował się pod ziemią, więc było tam w miarę ciepło. Zjedliśmy resztę kanapek i położyliśmy się spać w małym pokoiku, Sam tym razem nie uciekał od spania ze mną. W czasie drogi myślałam, że jak tu dotrzemy, to zasnę i nie będę mogła wstać, natomiast działo się inaczej…
-Śpisz?- zapytał Sam.
-Nie…
-Spróbuj zasnąć, jutro znowu trzeba będzie dużo iść...
-Spróbuję…- I od razu zasnęłam, jakby Sam miał na mnie działanie usypiające. A może to myśl że jutro znowu trzeba będzie iść? Nie wiem…