Obudziło mnie przeraźliwe zimno. Sama nie było obok. Postanowiłam
go poszukać, więc wstałam i poszłam korytarzem w stronę kuchni. Zauważył mnie i
podbiegł żeby się przywitać.
-Wstałaś…
-Mhmmm…- wymruczałam w jego koszulkę, która pachniała drzewami
i wiatrem.
-Wyspałaś się?
-Tak…
-Chodź, zjesz coś i wyruszymy.
Usiedliśmy przy malutkim polowym stoliku. Musiałam być głodna,
bo zjadłam cztery kanapki z serem żółtym i popiłam herbatą. Po kilku minutach
do pokoju weszła zapłakana Tina. Od razu podbiegłam do niej i zapytałam:
-Co się stało?
-Jem jest gorąca i ma czerwone policzki…
-Weź ręcznik i zamocz go w zimnej wodzie- powiedział Sam i
wyszedł z kuchni. Poszłam za nim. Skierował się w stronę pokoju Kevina i Tiny. Podszedł
do materaca na którym leżała Jem. Przybiegła Tina z ręcznikiem i miską zimnej
wody.
-Daj- powiedział Sam i wziął ręcznik od Tiny. Po czym
położył go na czole Jem.- Musimy zostać póki się jej nie polepszy…
-Może pójdźcie pierwsi, a my ruszymy jak będzie
lepiej.-podpowiedział Kevin.
-Nie powinniśmy się rozłączać, ale chyba tak będzie lepiej…-
zamyślił się- chodź Lyn…- wziął mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
-Naprawdę ich zostawiamy?
-Musimy iść…- szepną i pocałował mnie. Poczułam że odlatuję,
ale Sam sprowadził mnie na ziemię i pociągną w głąb korytarza.
Zebraliśmy swoje rzeczy do plecaka i wyszliśmy na zewnątrz. Było
strasznie zimno i przytuliłam się mocniej do Sama, odwrócił się i pocałował mnie.
-Pamiętasz co ci wczoraj mówiłem?- zapytał.
-To, że mam się trzymać blisko ciebie?
-Tak- musną delikatnie moje usta swoimi.- i pamiętaj o tym…
Szliśmy przez gęsty las,
mróz nie ustępował. Zaczęło się ściemniać i Sam powiedział:
-Musimy szybko dotrzeć do schronu…
-Na..na.. napra.. naprawdę szybko… bo za… mar… zam…- powiedziałam
szczękając zębami.
-To już nie daleko, jeszcze pół godziny i powinniśmy dojść-
powiedział.
-Suuperrr…
Zaśmiał się i tak jak powiedział, po chwili zauważyliśmy
drzwiczki w ziemi. Wyglądały jak drzwiczki do piwnicy, tyle że te były
mniejsze.
-Jesteśmy…
-Ekstraaaaa….
Weszliśmy do środka, poczułam stęchły zapach i zasłoniłam
nos ręką. W sumie lepsze to niż siedzenie na dworze.
-Zjesz coś?
-Straciłam apetyt…
-Przez ten zapach?
-W większości tak, położyłabym się już…
-Ok., nie ma sprawy.- powiedział i pociągnął mnie w stronę
drzwi. Było strasznie ciemno a my nie mieliśmy latarki.
-Masz zapałki?- wyszeptałam.
-Mam coś lepszego…
-Naprawdę? Więc co to takiego?
-Świeczki…
-Cudownie…
Zapalił jedną świeczkę i ruszyliśmy dalej korytarzem. Sam
otworzył pierwsze drzwi i weszliśmy do pokoju. Wydawało mi się że tutaj
śmierdzi jeszcze bardziej. Poświecił i podszedł do materaca. Coś na nim leżało,
więc odsunął koc i zobaczył ciało, w większości zjedzone przez robaki.
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- pisnęłam ze strachu i
schowałam się za Sama, który odłożył koc. Szybko wyszliśmy z pokoju i mocno
zamknęliśmy za sobą drzwi. Wróciliśmy do głównego pomieszczenia. – O mój Boże!
Co to miało być?
-Hmmm…- widać było po nim, że też był przestraszony.-
Widocznie dawno nikt tu nie wchodził…
-To co robimy? Nie zamierzam spać w tym smrodzie!
-Dobrze, załóż jeszcze
jeden sweter. Pójdziemy poszukać następnego schronu, i tam zostaniemy…
-To cudownie…- powiedziałam i szybko założyłam sweter. Po
wyjściu ze schronu poczułam się lepiej, ten zapach był okropny. Weszliśmy w
ciemny las, Sam zapalił świeczkę i wstawił ja do słoika który wzięliśmy ze
schronu w którym pozostali Kevin z Tiną i Jem. Szliśmy w milczeniu, przez
większość drogi oglądałam się za siebie, czy nikt nas nie obserwuje. Z całą
pewnością dzisiaj łatwo nie zasnę.
Po kilku godzinach marszu, dotarliśmy do dużej polany, na
której stała mała szopka na siano.
-A może zostańmy na noc tutaj- zapytałam i wskazałam ręką
szopkę.
-Raczej nie powinniśmy…
-No to możesz iść dalej, ja zostaję tutaj. Nie mam siły
dalej iść…- i zaczęłam kierować się w stronę szopki, jeśli dałam sobie radę
przez trzy lata, to teraz też nie umrę.
-Zaczekaj!- krzykną i ruszył za mną.
-Możesz zostać ze mną…
Nie odpowiedział, ale poszedł za mną. Weszliśmy do szopki,
pod ścianą zauważyłam snopki siana. Postanowiłam zrobić sobie z nich ‘’łóżko’’.
-Pomogę ci…
-Nie trzeba- syknęłam- sama sobie poradzę.
Jednak nie słuchał moich protestów i zabrał mi z rąk klocek
siana.
-Nie ma sprawy, wezmę drugi- i sięgnęłam po następny.
-Nie ma mowy.
-Owszem, jest.
-Ok., śpisz dzisiaj sama.
-Właśnie chciałam cię o to poprosić, więc sorry, płakać nie
będę.
Kiedy skończyłam układać siano, Sam podszedł do mnie i
powiedział:
-Przepraszam…
-Nie dzięki, muszę to przemyśleć-odpowiedziałam i położyłam
się na sino. Było dosyć twarde, ale udało mi się ułożyć w miarę wygodnie.
-Proszę, wybacz mi…- spróbował mnie przytulić ale go
odepchnęłam.- Oho, ale foch…
-Dobranoc.
-Ok., dobranoc.
Tak jak przewidziałam, nie mogłam zasnąć. Sam ustawił słoik
ze świeczką, pośrodku nas. Światło odbijało się w szklanych ściankach słoika. Wyglądało
to pięknie. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Miałam straszny sen. Ktoś zamkną
mnie w schronie razem z martwym ciałem. Krzyczałam, żeby mnie wypuścili, ale
nikogo nie było przy wejściu. Zaczęłam piszczeć i krzyczeć na cały głos. W
oddali usłyszałam czyjś głos. Był coraz bliżej. Kiedy otworzyłam oczy, ujrzałam
świeczkę w słoiku, ale głos nie znikł. Ktoś do mnie podszedł. Po chwili
zauważyłam znajome rysy. To był Sam. Kucną i przytulił mnie.
-Już dobrze…
-Nie jest dobrze…
-Czemu?
Nie odpowiedziałam tylko mocno go przytuliłam. Położył się
obok i spaliśmy tak do rana.
Jeeej! Z tym ciałem to było świetne! Oby tak dalej *.*
OdpowiedzUsuńdalej <3
OdpowiedzUsuńdzięki :)
OdpowiedzUsuń