Kiedyś ktoś napisał w komentarzu, że chciałby być informowany kiedy zostaje dodany nowy rodział. Jeśli ktoś chciałby być o tym informowany. Napiszcie do mnie: (gg) 45701719
niedziela, 7 kwietnia 2013
Rozdział Osiemnasty
Złapałam trochę weny i dodaję jeszcze jeden rozdział :3 Nie wiem czy Wam się spodoba, ale według mnie jest śliczny :D
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłam się na krześle. Jem
jeszcze spała, więc postanowiłam pójść na chwilę do swojego pokoju. Cicho
otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Szłam wolno patrząc w podłogę. Myślałam
co teraz będzie ze mną i z Jem. Nie wiedziałam ile możemy tu zostać, bo chyba
nie na zawsze. Szczerze to wolałabym być w którymś z mniejszych schronów. Byle
tylko nie było tam Mad. Wkurzała mnie ta dziewczyna. Chociaż w sumie jej nie
znałam. Coś w jej wyglądzie mówiło mi, że jest wredna. Zagapiłam się i zaszłam
za daleko. Doszłam do końca korytarza, gdzie znajdowały się schody biegnące w
dół. Pomyślałam, że w sumie mam czas i mogę trochę tu pozwiedzać. Zeszłam w dół
i doszłam do następnego korytarza. Chodziło tam wiele osób. Ubrani byli w białe
szpitalne fartuchy. Nie zauważyli mnie, mimo iż byłam inaczej ubrana. Przeszłam
tym korytarzem kilka metrów, kiedy ktoś na mnie wpadł i mnie przewrócił.
Uderzyłabym głową w podłogę, gdyby mnie nie złapał.
-Przepraszam! Nic ci nie jest?-
usłyszałam czyiś głos.
-Nie, nic się nie stało.
–Otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się chłopak moich marzeń. Niczego więcej
nie pragnęłam, tylko zostać tu z nim.- Jest okay…
-To dobrze, już myślałem, że coś
ci zrobiłem. A w ogóle to jestem Aleks- uśmiechnął się. Postawił mnie na nogi i
poprowadził do ławki stojącej pod ścianą. Usiedliśmy.
-Ja jestem Aprilynn, ale mówią na
mnie Lyn…
-Ładnie.
Zarumieniłam się.
-Dziękuję.
Popatrzył na mnie.
-Nie widziałem cię tu wcześniej.
-Ymm… Bo jestem tu od niedawna,
mam pokój na górze… A ty jesteś tu…?
-Ja tu jestem, można powiedzieć
od urodzenia.- zaśmiałam się.
-A czemu tu jesteś?
-Moi rodzice są tu lekarzami, a
ja im pomagam.
-Ahh… Ja jestem tu dlatego… chyba
w sumie nawet nie wiem dlaczego tu jestem.- właśnie, dlaczego ja tu jestem w
ogóle?
-Heh, spoko . Zaprowadzić cię na
górę?
-Jeśli masz czas.
-Mam właśnie przerwę.
Weszliśmy po schodach. Naszła
mnie myśl, żeby zapytać Aleksa o Mad i Sama.
-Słyszałeś coś o Mad?
-Taa… Moja mama odbiera jej
poród… Podobno jest z Samem czy jak mu
tam… Ogólnie jest fajna, ale potrafi być wredna.
-Wydawała mi się wredna-
powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
-Znasz ją?
-Tak, była dzisiaj u mnie…
Doszliśmy do korytarza na którym
znajdował się mój pokój. W ciszy doszliśmy do moich drzwi. Już miałam się
pożegnać, gdy Aleks zapytał:
-Mogę cię jutro odwiedzić?
-Tak, oczywiście. O tej samej
porze?
-Jeśli mi nic nie wypadnie, to
tak.- uśmiechnął się.
-Spoko, to pa…
-Do jutra.- Odwrócił się i
poszedł korytarzem.
Otworzyłam drzwi. Przestraszyłam
się trochę, bo na moim łóżku siedział Sam. Widać było, że jest zdenerwowany.
Kiedy mnie zobaczył wstał.
-Co się stało Mad?
-Rozmawiałyśmy i nagle się gorzej
poczuła.- usiadłam na krześle przy stoliku. Taca po obiedzie nadal na nim
stała.
-Termin porodu miała za dwa
miesiące, moje dziecko może umrzeć! Rozumiesz to?
-Nie wiedziałam, nic jej nie zrobiłam…
-Jeśli coś im się stanie,
pożałujesz!- krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wybiegłam za nim.
-Nic jej nie zrobiłam, jak nie
wierzysz to trudno!
Przystanął i odwrócił się do
mnie.
-Nie wiem komu mam wierzyć.
-W ogóle nie powinnam ciebie
spotkać! Nie powinieneś mnie wtedy zabierać ze sobą! To ty popełniłeś błąd! Nie
ja!- zalałam się łzami i uciekłam do pokoju. Wiem, że to nie rozwiązało
problemu, ale co miałam zrobić. To chyba jednak przeze mnie Mad rodzi
wcześniej. Co jeśli to moja wina? Co jeśli jej dziecko nie przeżyje?
Rozdział siedemnasty
Witajcie! ;)
Na razie postanowiłam nie zawieszać bloga i pisać dalej. Ale jest niestety jeden warunek, musicie komentować, żeby nie zabrakło mi weny :) Mam nadzieję, ze ten rozdział Wam się spodoba i dalej zechcecie to czytać :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na razie postanowiłam nie zawieszać bloga i pisać dalej. Ale jest niestety jeden warunek, musicie komentować, żeby nie zabrakło mi weny :) Mam nadzieję, ze ten rozdział Wam się spodoba i dalej zechcecie to czytać :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam zaspana.
Do pokoju weszła wysoka
dziewczyna. Widać było po niej, że jest w ciąży. W dłoniach trzymała białą
tacę. To chyba mój obiad.
-To tylko ja.- uśmiechnęła się i
usiadła na krześle przy moim łóżku.- Przyniosłam ci obiad. –Postawiła tacę na
stoliku i wróciła na krzesło.
Zamyśliłam się, po czym spytałam:
-To ty jesteś Mad, tak?
-Tak, a ty jesteś Aprilynn?
-Zazwyczaj mówią do mnie Lyn, ale
tak, jestem Aprilynn.
Usiadłam przy stoliku cały czas
na nią patrząc. Wydawała mi się jakaś dziwna. Wzięłam przezroczysty, plastikowy
widelec do ręki. Zajrzałam do pierwszej miski. Makaron z jakimś dziwnym sosem,
natomiast w drugiej była różowa papka. Powoli nabrałam makaron na widelec i
podniosłam go do ust. Było nawet smaczne.
-Mam zaczekać aż zjesz, czy mogę
iść?-zapytała.
-Możesz zostać. Mam do ciebie
kilka pytań.
Popatrzyłam na nią. Była
zdziwiona. Rozśmieszyło mnie to trochę.
-No więc, w czym mogę pomóc?
-Pytanie pierwsze: Co to za
miejsce?
-Coś jak wielki schron lub
szpital. Mieszkają tu chorzy ludzie, którym odmówiono pomocy. Matki z dziećmi,
kobiety w ciąży, jak ja na przykład.
-Czyli jesteś tu, bo?
-Jestem tu dlatego, że Sam musiał przewieźć
zapasy do schronu z którego idziecie, a nie miał mnie z kim zostawić.
-Czyli wiesz skąd idziemy?
-Sam mi wszystko opowiedział.
Zszokowało mnie to. Sam jej
wszystko powiedział. Ciekawa jestem czy powiedział jej o tym, że ją zdradził.
-Wszystko ci powiedział?
-Wszystko.
-Nawet to, że cię zdradził?
Poruszyła się. Widać było, że to
ją zdenerwowało. Może lepiej było tego nie mówić. Jeszcze coś jej się stanie z
tych nerwów. Ale już za późno. Jak zwykle. Robię coś i nie myślę o
konsekwencjach.
-O tym nic nie słyszałam.
-No to teraz słyszysz. Zdradził
cię. Ze mną.-Pomyślałam, że to znowu za ostro, więc dodałam- Do niczego
wielkiego nie doszło. Kilka razy się całowaliśmy, ale nic więcej.
Strasznie ją to zdenerwowało.
Nagle złapała się za brzuch i zaczęła jęczeć.
-Co się dzieje?
-Nic. Nic wielkiego. To tylko
skurcz.
Wpadłam w panikę. Jeśli ona teraz
zacznie rodzić, co ja zrobię?
-Mam po kogoś pójść? Nie wiem, po
Sama? Kevina? Tą druga dziewczynę?
-Tak. Zawołaj Cher. Powinna być z
Jem.
Nie czekając na więcej
wiadomości, krzycząc wybiegłam z pokoju. Biegłam korytarzem, aż dopadłam
przeszklonych drzwi. Szybko je otworzyłam. Zobaczyłam Cher trzymającą Jem na
rękach.
-Mad… Mad rodzi… Jest…w moim
pokoju…-Wydyszałam.
-Trzymaj ją.- Oddała mi
dziewczynkę i wybiegła z pomieszczenia.
Nie wiedziałam co mam robić. Mad
rodziła. Cher poszła do niej. Nie miałam z kim zostawić Jem. Usiadłam na białym
krześle i posadziłam sobie Jem na kolanach. Od razu się do mnie przytuliła i
zasnęła. Może Cher ją właśnie usypiała. Pewnie tak. Odłożyłam dziewczynkę i
wróciłam na krzesło. Nie wiem czemu, ale bolała mnie głowa. Niedługo potem
dostałam gorączki i zasnęłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)