niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział siedemnasty

Witajcie! ;)
Na razie postanowiłam nie zawieszać bloga i pisać dalej. Ale jest niestety jeden warunek, musicie komentować, żeby nie zabrakło mi weny :) Mam nadzieję, ze ten rozdział Wam się spodoba i dalej zechcecie to czytać :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Obudziło mnie pukanie do drzwi.
-Proszę- powiedziałam zaspana.
Do pokoju weszła wysoka dziewczyna. Widać było po niej, że jest w ciąży. W dłoniach trzymała białą tacę. To chyba mój obiad.
-To tylko ja.- uśmiechnęła się i usiadła na krześle przy moim łóżku.- Przyniosłam ci obiad. –Postawiła tacę na stoliku i wróciła na krzesło.
Zamyśliłam się, po czym spytałam:
-To ty jesteś Mad, tak?
-Tak, a ty jesteś Aprilynn?
-Zazwyczaj mówią do mnie Lyn, ale tak, jestem Aprilynn.
Usiadłam przy stoliku cały czas na nią patrząc. Wydawała mi się jakaś dziwna. Wzięłam przezroczysty, plastikowy widelec do ręki. Zajrzałam do pierwszej miski. Makaron z jakimś dziwnym sosem, natomiast w drugiej była różowa papka. Powoli nabrałam makaron na widelec i podniosłam go do ust. Było nawet smaczne.
-Mam zaczekać aż zjesz, czy mogę iść?-zapytała.
-Możesz zostać. Mam do ciebie kilka pytań.
Popatrzyłam na nią. Była zdziwiona. Rozśmieszyło mnie to trochę.
-No więc, w czym mogę pomóc?
-Pytanie pierwsze: Co to za miejsce?
-Coś jak wielki schron lub szpital. Mieszkają tu chorzy ludzie, którym odmówiono pomocy. Matki z dziećmi, kobiety w ciąży, jak ja na przykład.
-Czyli jesteś tu, bo?
 -Jestem tu dlatego, że Sam musiał przewieźć zapasy do schronu z którego idziecie, a nie miał mnie z kim zostawić.
-Czyli wiesz skąd idziemy?
-Sam mi wszystko opowiedział.
Zszokowało mnie to. Sam jej wszystko powiedział. Ciekawa jestem czy powiedział jej o tym, że ją zdradził.
-Wszystko ci powiedział?
-Wszystko.
-Nawet to, że cię zdradził?
Poruszyła się. Widać było, że to ją zdenerwowało. Może lepiej było tego nie mówić. Jeszcze coś jej się stanie z tych nerwów. Ale już za późno. Jak zwykle. Robię coś i nie myślę o konsekwencjach.
-O tym nic nie słyszałam.
-No to teraz słyszysz. Zdradził cię. Ze mną.-Pomyślałam, że to znowu za ostro, więc dodałam- Do niczego wielkiego nie doszło. Kilka razy się całowaliśmy, ale nic więcej.
Strasznie ją to zdenerwowało. Nagle złapała się za brzuch i zaczęła jęczeć.
-Co się dzieje?
-Nic. Nic wielkiego. To tylko skurcz.
Wpadłam w panikę. Jeśli ona teraz zacznie rodzić, co ja zrobię?
-Mam po kogoś pójść? Nie wiem, po Sama? Kevina? Tą druga dziewczynę?
-Tak. Zawołaj Cher. Powinna być z Jem.
Nie czekając na więcej wiadomości, krzycząc wybiegłam z pokoju. Biegłam korytarzem, aż dopadłam przeszklonych drzwi. Szybko je otworzyłam. Zobaczyłam Cher trzymającą Jem na rękach.
-Mad… Mad rodzi… Jest…w moim pokoju…-Wydyszałam.
-Trzymaj ją.- Oddała mi dziewczynkę i wybiegła z pomieszczenia.
Nie wiedziałam co mam robić. Mad rodziła. Cher poszła do niej. Nie miałam z kim zostawić Jem. Usiadłam na białym krześle i posadziłam sobie Jem na kolanach. Od razu się do mnie przytuliła i zasnęła. Może Cher ją właśnie usypiała. Pewnie tak. Odłożyłam dziewczynkę i wróciłam na krzesło. Nie wiem czemu, ale bolała mnie głowa. Niedługo potem dostałam gorączki i zasnęłam. 

1 komentarz:

  1. Dużo osób czyta blooga zreztą można to zobazcyć po liczbie odwiedzin, dobrze, że go nie zawieszasz, rozdział jak zwykle super :D

    OdpowiedzUsuń