wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy


Znalazłam się w długim, białym korytarzu. Na ścianach wisiało mnóstwo różnych obrazów. Jedne przedstawiały zwierzęta, inne rośliny, jeszcze inne krajobrazy. Weszłam do pierwszego pokoju i przeżyłam szok. Ściana naprzeciw mnie była cała oszklona. Pośrodku znajdowały się również oszklone drzwi. Otworzyłam  je i znalazłam się naprzeciw wielkiego basenu. Wyglądał cudownie. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Wróciłam do pokoju i rozejrzałam się po nim. Po prawej stronie stało wielkie, białe łóżko z baldachimem. Po obydwu jego stronach stały metalowe stoliki nocne, pomalowane na biało. Fajnie tu wyglądało. Poza tym pokój był psuty. Wróciłam się po swoją torbę i położyłam ją na podłodze przed łóżkiem. Zdjęłam szarą bluzę którą miałam na sobie i położyłam się na miękkiej pościeli. Zawsze tak jest, że jak znajdę fajne miejsce do spania, to ktoś musi mi przeszkodzić. W tym wypadku była to Jem. Cichutko weszła do mojego pokoju i wdrapała się na łóżko. Leciutko pociągnęła mnie za łańcuszek który miałam na szyi i wyszeptała:
-Lyn… Lyn obudź się…
Byłam tak zmęczona że tylko wymruczałam:
-Po coo?
-Dzidzia płacze!
Kiedy to usłyszałam, od razu poderwałam się na nogi i pobiegłam do pokoju na górze. Drzwi były już otwarte i kiedy dopadałam łóżeczka w którym spał Julian, zauważyłam dziwny fakt, że chłopca w nim nie ma. Rozejrzałam się po całym pokoju i nie zauważyłam ani śladu. Pobiegłam do pokoju w którym spał Sam. Gwałtownie otworzyłam drzwi i zobaczyłam Sama siedzącego na łóżku, tyłem do mnie. Podeszłam do niego.
-Tylko cicho bądź bo właśnie go uśpiłem- wyszeptał po czym wstał i położył Juliana na poduszce.
-Ach.
-Widzisz. Ja też umiem zajmować się dziećmi.
-Widzisz, że poradziłbyś sobie beze mnie.
-Bez ciebie nigdy.
Wyszłam z pokoju. Tak jak myślałam, Sam podążył za mną i przytulił mnie od tyłu.
-Nie możesz mnie zostawić….
-A jednak.- powiedziałam i zeszłam schodami na dół. W pewnym momencie straciłam grunt pod nogami i wylądowałam na podłodze obok Jem.

Dziewczynka zaczęła się śmiać i od razu poprawił mi się humor. Mimo lekkiego bólu głowy, wzięłam ją na ręce i wróciłam na górę do Sama. Położyłam się obok niego i Juliana i zasnęliśmy. 

Rozdział dwudziesty

Dwa dni później byliśmy już przygotowani do drogi. Tym razem dostaliśmy terenowy samochód, wiec nie musieliśmy nosić ciężkich plecaków. Sam usiadł za kierownicą, a ja z tyłu z Jem i Julianem. Wczoraj był u mnie Aleks. Myślałam, że też z nami pojedzie, ale musiał zostać ze swoimi rodzicami. Trochę szkoda. Fajny był. Jechaliśmy wąską, leśną drogą. Śnieg prawie stopniał i nie było takich wielkich zasp. Szybko minęła mi ta zima. Ciekawa jestem gdzie teraz pojedziemy. Pewnie do jakiegoś następnego schronu. Dość mam już tego ciągłego ukrywania się.
-Sam?
-Tak?
-Dokąd jedziemy?
-Jedziemy do domu.
-Domu?
-Tak, dostałem klucze do domu w Londynie.
-Uaa…
Pozostały czas spędziliśmy w ciszy. Jem i Julian spali, więc ja też mogłam się zdrzemnąć.
5 godzin później…
-Lyn, wstawaj!
Tak wygodnie mi się śpi a ktoś mnie budzi.
-Lyn, wstawaj, dojechaliśmy!
Otworzyłam zaspane oczy i popatrzyłam na Sama.
-Że co?
-Jesteśmy w Londynie.
-Ahh a myślałam, że coś się stało…- i ponownie zamknęłam oczy.
-Lyn nie żartuj sobie, trzeba przenieść Jem i Juliana do domu.
Wciąż zaspana wyszłam z samochodu i wzięłam śpiącą Jem na ręce. Odwróciłam się plecami do samochodu i aż zaparło mi dech w piersi. Stałam przed białą willą. Chciałabym opisać słowami ten dom, ale do tego nie ma słów. Zabrakło by ich. Szok i ja w tym mam mieszkać.
-Skąd masz taki dom? –zapytałam Sama wchodząc po wysokich schodach.
-Mieliśmy tu zamieszkać z Mad. Ale jej już nie ma. Więc będę tu mieszkać z tobą.
Weszliśmy do jasnego, białego przedpokoju. Wszystko wyglądało jak w jakimś pałacu.
-I będziesz tu mieszkał ze mną dlatego, że Mad nie żyje? Czy masz jeszcze inny powód?
-Mam inny. Ktoś musi się zaopiekować Julianem. –zaśmiał się pod nosem.
-Ranisz.
-Wiem.
Weszliśmy po schodach wyłożonymi białymi płytkami
-Tylko nie wiem jak się podzielimy, bo tutaj są tylko dwa pokoje z łóżkami.
-Ty będziesz spał z Julianem, ja z Jem.
Uśmiechnął się kpiąco.
-Wolałbym mieć pokój z jakąś dziewczyną…
-No to weź sobie Jem.
Weszliśmy do pokoju w którym stały dwa małe łóżeczka. Położyliśmy dzieci do nich i wyszliśmy na korytarz.
-Nie chcę Jem…
-Ok. to ja śpię w salonie! -Popatrzyłam na niego i zaśmiałam się pokazując zęby.
On zamiast zaprotestować przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował.
-Śpisz ze mną…
-Eee? A to niby dlaczego?
-Bo mi się tak podoba! –pocałował mnie jeszcze raz, tym razem pewniej.
-Nie przekonałeś mnie! –wystawiłam mu język i zaśmiałam się.

-Dobra, sama przyjdziesz. –wypuścił mnie i zamknął się w pokoju z niebieską zawieszką na klamce. Pomyślałam, że przynajmniej wiem gdzie jest ten pokój. Postanowiłam zobaczyć resztę pomieszczeń. Więc w tym celu zeszłam na dół i rozpoczęłam zwiedzanie. 
--------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam. Jak zwykle opuściłam się w pisaniu :( główne powody to : wakacje, obóz sportowy, problemy z chłopakami i brak weny. Przepraszam za to ;*