niedziela, 7 kwietnia 2013

Rozdział Osiemnasty


Złapałam trochę weny i dodaję jeszcze jeden rozdział :3 Nie wiem czy Wam się spodoba, ale według mnie jest śliczny :D
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłam się na krześle. Jem jeszcze spała, więc postanowiłam pójść na chwilę do swojego pokoju. Cicho otworzyłam drzwi i wyszłam na korytarz. Szłam wolno patrząc w podłogę. Myślałam co teraz będzie ze mną i z Jem. Nie wiedziałam ile możemy tu zostać, bo chyba nie na zawsze. Szczerze to wolałabym być w którymś z mniejszych schronów. Byle tylko nie było tam Mad. Wkurzała mnie ta dziewczyna. Chociaż w sumie jej nie znałam. Coś w jej wyglądzie mówiło mi, że jest wredna. Zagapiłam się i zaszłam za daleko. Doszłam do końca korytarza, gdzie znajdowały się schody biegnące w dół. Pomyślałam, że w sumie mam czas i mogę trochę tu pozwiedzać. Zeszłam w dół i doszłam do następnego korytarza. Chodziło tam wiele osób. Ubrani byli w białe szpitalne fartuchy. Nie zauważyli mnie, mimo iż byłam inaczej ubrana. Przeszłam tym korytarzem kilka metrów, kiedy ktoś na mnie wpadł i mnie przewrócił. Uderzyłabym głową w podłogę, gdyby mnie nie złapał.
-Przepraszam! Nic ci nie jest?- usłyszałam czyiś głos.
-Nie, nic się nie stało. –Otworzyłam oczy i moim oczom ukazał się chłopak moich marzeń. Niczego więcej nie pragnęłam, tylko zostać tu z nim.- Jest okay…
-To dobrze, już myślałem, że coś ci zrobiłem. A w ogóle to jestem Aleks- uśmiechnął się. Postawił mnie na nogi i poprowadził do ławki stojącej pod ścianą. Usiedliśmy.
-Ja jestem Aprilynn, ale mówią na mnie Lyn…
-Ładnie.
Zarumieniłam się.
-Dziękuję.
Popatrzył na mnie.
-Nie widziałem cię tu wcześniej.
-Ymm… Bo jestem tu od niedawna, mam pokój na górze… A ty jesteś tu…?
-Ja tu jestem, można powiedzieć od urodzenia.- zaśmiałam się.
-A czemu tu jesteś?
-Moi rodzice są tu lekarzami, a ja im pomagam.
-Ahh… Ja jestem tu dlatego… chyba w sumie nawet nie wiem dlaczego tu jestem.- właśnie, dlaczego ja tu jestem w ogóle?
-Heh, spoko . Zaprowadzić cię na górę?
-Jeśli masz czas.
-Mam właśnie przerwę.
Weszliśmy po schodach. Naszła mnie myśl, żeby zapytać Aleksa o Mad i Sama.
-Słyszałeś coś o Mad?
-Taa… Moja mama odbiera jej poród…  Podobno jest z Samem czy jak mu tam… Ogólnie jest fajna, ale potrafi być wredna.
-Wydawała mi się wredna- powiedziałam bardziej do siebie niż do niego.
-Znasz ją?
-Tak, była dzisiaj u mnie…
Doszliśmy do korytarza na którym znajdował się mój pokój. W ciszy doszliśmy do moich drzwi. Już miałam się pożegnać, gdy Aleks zapytał:
-Mogę cię jutro odwiedzić?
-Tak, oczywiście. O tej samej porze?
-Jeśli mi nic nie wypadnie, to tak.- uśmiechnął się.
-Spoko, to pa…
-Do jutra.- Odwrócił się i poszedł korytarzem.
Otworzyłam drzwi. Przestraszyłam się trochę, bo na moim łóżku siedział Sam. Widać było, że jest zdenerwowany. Kiedy mnie zobaczył wstał.
-Co się stało Mad?
-Rozmawiałyśmy i nagle się gorzej poczuła.- usiadłam na krześle przy stoliku. Taca po obiedzie nadal na nim stała.
-Termin porodu miała za dwa miesiące, moje dziecko może umrzeć! Rozumiesz to?
-Nie wiedziałam, nic jej nie zrobiłam…
-Jeśli coś im się stanie, pożałujesz!- krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
Wybiegłam za nim.
-Nic jej nie zrobiłam, jak nie wierzysz to trudno!
Przystanął i odwrócił się do mnie.
-Nie wiem komu mam wierzyć.
-W ogóle nie powinnam ciebie spotkać! Nie powinieneś mnie wtedy zabierać ze sobą! To ty popełniłeś błąd! Nie ja!- zalałam się łzami i uciekłam do pokoju. Wiem, że to nie rozwiązało problemu, ale co miałam zrobić. To chyba jednak przeze mnie Mad rodzi wcześniej. Co jeśli to moja wina? Co jeśli jej dziecko nie przeżyje?



1 komentarz: