środa, 16 stycznia 2013

Rozdział dziesiąty


Obudził mnie płacz. Zauważyłam Sama trzymającego Jem na rękach, więc spytałam:
-Co się stało?
-Zaczęła płakać, postanowiłem ją uspokoić, ale gdy zauważyła że trzymam ją ja, rozpłakała się jeszcze bardziej…
-Chodź maluszku…- wyszeptałam do niej czule i zabrałam ją od Sama. Położyłam Jem na swoim brzuchu. Przytuliła się i zasnęła.
-Widzisz- powiedział  i przysuną się do mnie- wiedziałem, że ci się uda- i pocałował mnie delikatnie.
Nie wiem kiedy zmorzył mnie sen, ale wiem że się nie wyspałam.
Powoli spróbowałam otworzyć oczy, poczułam ciężar na brzuchu. Po chwili przypomniałam sobie że to Jem. Przełożyłam ją na materac i ruszyłam szukać czegoś, czym mogłabym ją nakarmić. Znalazłam ryż i mleko w proszku. Było tego sporo, więc przed wyruszeniem w dalszą drogę spakowałam kilka opakowań do plecaka.
Szliśmy już od kilu godzin. Cieszyłam się że Jem śpi a nawet jak się budzi, jest grzeczna. Polubiłam ją. Jej małe rączki i oczka.
-Za chwilę dojdziemy- powiedział Sam.
-I tym razem to nie jest typowy schron- zauważył Kevin. Zdziwiłam się.
-Naprawdę?
-Serio- przytulił mnie i zabrał Jem ode mnie.
-Dobrze, że ją wziąłeś- szłam dalej przez wysoki śnieg.- Robi się ciężka.
Ściemniało się. Nigdzie nie było widać schronu. Trochę mnie to wkurzyło. Gdy byłam już całkiem zrezygnowana, Kevin raczył oznajmić mi dobrą wiadomość.
-Spójrz w górę- powiedział i wspiął się na drzewo.
Podążyłam za nim wzrokiem. To drzewo to chyba dąb. Było bardzo wysokie i masywne. Kevin odsłonił kilka gałęzi i moim oczom ukazał się domek na drzewie. Szok. Pierwszy raz widzę domek na drzewie. Był prześliczny. Miał dwa okienka pomalowane na szaro, ale drzwi jeszcze nie zauważyłam. Chyba są z tyłu. Sam podał dziewczynkę Kevinowi i zawołał do mnie:
-Chodź, pomogę ci wejść.
Podeszłam a Sam podniósł mnie i podał Kevinowi. Nie wiem gdzie podziała się Jem. Kevin postawił mnie na podeście a sam wszedł do chatki. Usiadłam na ławeczce przy oknie. Ładnie tu. Gdzie się nie rozejrzeć, wszędzie biało. Wszystko pokrywa śnieg. Ciekawe jak jest tu latem.
-Zmęczona?- zapytał Sam siadając obok mnie.
-Bardzo…
Usłyszałam płacz Jem, więc popędziłam ośrodka. Tak jak myślałam, drzwi były z tyłu. Były drobne, pokryte różnymi ozdobieniami. Weszłam do środka. Moim oczom ukazała się kuchnia, całkiem duża jak na domek na drzewie, salon oraz coś na kształt jadalni. Jem leżała na fotelu. Kevin widocznie zostawił ją tutaj.
-Chodź malutka- wyszeptałam podchodząc do niej.- Głodna jesteś?
Wzięłam ją na ręce i ruszyłam do kuchni. Posadziłam ją na bujanym fotelu przy stole. Z plecaka wyjęłam opakowanie mleka w proszku i rozrobiłam je w ciepłej wodzie. Tu jest woda? Na drzewie? Posadziłam sobie Jem na kolanach.
-Ciekawe gdzie jest Kevin?
Nakarmiłam ją i weszłam na górę po schodach. Pierwsze drzwi po lewej stronie wyglądały zachęcająco, więc weszłam do tego pokoju. Położyłam Jem na łóżku, otaczając ja murkiem z poduszek, żeby nie spadła. Postanowiłam poszukać Kevina. Wróciłam na korytarz. Zajrzałam do wszystkich pokoików. Wyglądały praktycznie tak samo, drewniane łóżko z materacem i mała szafka. Już miałam wejść do ostatniego pokoju, ale usłyszałam walenie. Jakby ktoś zbijał deski. Wróciłam do pokoju w którym spała Jem. Kiedy upewniłam się, że śpi spokojnie, położyłam się obok niej i zasnęłam. 

2 komentarze: